Dlaczego lubimy horrory? Kiedy strach staje się przyjemnością
W SKRÓCIE
- Strach i przyjemność mogą pojawiać się jednocześnie. Nie zawsze oglądamy horror po to, by na końcu poczuć ulgę.
- Atmosfera, tajemnica i sposób opowiadania też dają satysfakcję. Nie trzeba lubić jumpscare’ów, żeby cenić grozę.
- Więcej strachu nie gwarantuje lepszego doświadczenia. Odbiorcy różnią się tym, czego szukają i co ich przeciąża.
- Badania opisują różne powody fascynacji horrorem. Nie dają podstaw, by obiecywać, że oglądanie go leczy lęk.
Długo uważałem się za osobę strachliwą, która unika horrorów. Dopiero później zauważyłem, że groza od dawna towarzyszyła mi w książkach, grach i filmach. Nie lubię jumpscare’ów, ale klimat starego angielskiego zamku, z klątwą lub duchami, potrafi mnie przyciągnąć na długo.
Dlaczego lubimy horrory, skoro wywołują emocje, których w zwykłym życiu chętnie unikamy? Odpowiedź zależy także od tego, co właściwie lubimy: moment przestrachu, oczekiwanie, tajemnicę czy świat, do którego chcemy później wracać myślami. Sprowadzenie tego doświadczenia do odwagi albo poszukiwania mocnych wrażeń pomija sporą część przyjemności z grozy.
Dlaczego lubimy horrory, skoro się ich boimy?
Bohater zbliża się do drzwi, za którymi przed chwilą coś usłyszał. Widz może jednocześnie nie chcieć zobaczyć tego, co jest po drugiej stronie, i nie chcieć, żeby scena się skończyła. To dobry punkt wyjścia do zrozumienia przyjemności z horroru. Napięcie nie musi być wyłącznie przykrym etapem, który trzeba przetrwać, aby dostać satysfakcjonujące zakończenie.
Eduardo Andrade i Joel Cohen sprawdzali ten problem w czterech eksperymentach opisanych w 2007 roku. Uczestnicy oceniali emocje po kontakcie z horrorem lub w jego trakcie. Badania dostarczyły dowodów, że uczucia pozytywne i negatywne mogą współwystępować podczas oglądania. Osoby chętnie wybierające horrory również odczuwały strach; przyjemność nie wymagała jego zniknięcia. Co więcej, większą ulgę po zakończeniu odnotowano u osób wcześniej unikających takich doświadczeń. Sama ulga nie tłumaczy więc przekonująco, dlaczego fani dobrowolnie wracają po więcej.
Pomocne jest tu rozdzielenie dwóch ocen: tego, jak czujemy się w danej chwili, i tego, czy cenimy całe doświadczenie. W prezentowanej wcześniej scenie przy drzwiach niepokój może być rzeczywiście nieprzyjemny. Jednocześnie możemy doceniać narastającą tajemnicę albo sposób, w jaki twórca prowadzi naszą uwagę. Zdanie „bałem się” nie rozstrzyga jeszcze, czy seans był dla nas udany.
To rozróżnienie pozwala też ostrożniej traktować deklarację „nie lubię horrorów”. Ktoś może mieć na myśli nagłe hałasy, drastyczne obrazy albo długie poczucie osaczenia. Nie wynika z tego automatycznie, że nie polubi opowieści o duchach. Pod jedną nazwą gatunkową mieszczą się doświadczenia, za które cenimy zupełnie inne rzeczy.
Co zmienia świadomość, że jesteśmy bezpieczni?
Zamek w opowieści może być miejscem, w którym nikt rozsądny nie chciałby nocować. Czytelnik poznaje go jednak z własnego fotela. Może zamknąć książkę, wrócić do poprzedniej strony albo przerwać lekturę. Zagrożenie należy do świata przedstawionego, a decyzja o dalszym kontakcie z nim pozostaje po stronie odbiorcy. Te dwa poziomy doświadczenia mogą istnieć równolegle: przejmujemy się losem postaci, wiedząc, że sami nie jesteśmy w jej sytuacji.
Andrade i Cohen opisują znaczenie takiej „ramy ochronnej”, czyli psychicznego dystansu do przedstawionego zagrożenia. W jednym z eksperymentów zwiększenie tego dystansu pomagało osobom unikającym horrorów doświadczać również emocji pozytywnych. Nie wymagało przy tym usunięcia strachu.
Szerszą propozycję przedstawili Winfried Menninghaus i współautorzy w modelu wyjaśniającym odbiór negatywnych emocji w sztuce. Według niego rozpoznanie sytuacji jako kontaktu z dziełem może tworzyć dystans, dzięki któremu trudne uczucia łatwiej przyjąć. Autorzy łączą ten proces z przyjemnością płynącą z artystycznej formy i poszukiwania znaczeń. To model teoretyczny: porządkuje możliwe wyjaśnienia, ale nie jest receptą działającą u każdego odbiorcy.
Bezpieczeństwo samo w sobie pozostawia jeszcze jedno pytanie. Skoro na półce stoją równie bezpieczne komedia i opowieść o duchach, dlaczego wybieramy tę drugą? Możliwość przerwania lektury wyjaśnia, co odróżnia ją od rzeczywistego zagrożenia. O atrakcyjności konkretnej historii musi jednak decydować coś więcej. W przykładzie zamku tym czymś może być chęć poznania jego przeszłości i przebywania w szczególnej atmosferze.

Przyjemność z atmosfery — co przyciąga nas do nawiedzonych zamków?
Przyjrzyjmy się zamkowi jako przykładowi konstrukcji opowieści. Długi korytarz może kończyć się drzwiami, których od lat nie otwierano. Na ścianie wisi portret osoby, o której domownicy nie chcą rozmawiać. Wieczorem słychać kroki z nieużywanego piętra. Żaden z tych elementów nie musi od razu prowadzić do ataku. Każdy sugeruje natomiast, że miejsce ma historię, do której dopiero uzyskujemy dostęp.
Atmosfera powstaje tutaj z relacji między szczegółami. Sam stary portret może być zwykłym wyposażeniem. Dopiero milczenie mieszkańców sprawia, że zaczynamy wiązać go z tajemnicą. Odgłos kroków jest codzienny, ale wiadomość o pustym piętrze zmienia jego znaczenie. Przyjemność z takiej sceny można rozumieć jako śledzenie, w jaki sposób znajome rzeczy składają się w coś trudnego do wyjaśnienia. W tej interpretacji o atrakcyjności sceny decyduje także odkrywanie powiązań między szczegółami.
Model Menninghausa i współautorów pomaga uwzględnić w tym doświadczeniu estetykę. Sposób użycia obrazu, dźwięku czy języka może sam być źródłem satysfakcji, także wtedy, gdy przedstawiona sytuacja budzi niepokój. Trudne emocje stają się częścią bogatszego przeżycia artystycznego. W przypadku historii o duchach oznaczałoby to, że cenimy zarówno tajemnicę, jak i sposób, w jaki pozwolono nam ją odczuć.
Tak rozumiana atmosfera potrzebuje czasu. Gdy opowieść zatrzymuje nas przy portrecie, możemy zacząć zastanawiać się nad jego związkiem z mieszkańcami. Gdy od razu następuje głośny atak, uwaga przenosi się na nagłe zdarzenie. Oba rozwiązania mogą działać, lecz oferują inny rodzaj przyjemności. Odbiorca zainteresowany miejscem i jego przeszłością ma powód, by cenić pierwsze z nich, nawet jeśli źle znosi drugie.
Pomocne jest więc pytanie, co zostałoby z danego świata po usunięciu scen przestrachu. Jeśli nadal chcielibyśmy oglądać wnętrza, słuchać opowieści mieszkańców i poznawać dzieje rodziny, fascynacja obejmuje coś więcej niż zagrożenie. Duch może być dla tej historii ważny także jako znak, że przeszłość zamku wciąż wpływa na jego teraźniejszość. Nie trzeba dosłownie wierzyć w duchy, żeby interesowała nas taka możliwość w fikcji.

Ciekawość silniejsza niż niepokój
W historii o klątwie wiadomość „w tym zamku straszy” może być dopiero początkiem zainteresowania. Ważniejsze staje się to, kogo dotyczy klątwa, dlaczego się pojawiła i co mieszkańcy próbują ukryć. Opowieść daje dość informacji, aby postawić konkretne pytania, ale wstrzymuje odpowiedzi. Można wtedy obawiać się kolejnej sceny, a zarazem chcieć dowiedzieć się, co wyjaśni.
Suzanne Oosterwijk badała dobrowolny wybór nieprzyjemnych treści w trzech eksperymentach opublikowanych w 2017 roku. Uczestnicy decydowali, które obrazy chcą zobaczyć. Wybierali także sceny przedstawiające śmierć, przemoc lub krzywdę, mimo dostępności innych możliwości. Szczególnie przyciągały ich negatywne sceny społeczne; reakcje na drastyczne zbliżenia obrażeń były inne. Rodzaj informacji miał zatem znaczenie, a ludzie nie unikali automatycznie wszystkiego, co nieprzyjemne.
Badaczka posługuje się pojęciem morbid curiosity, czyli ciekawości treści związanych ze śmiercią, zagrożeniem i krzywdą. W tym zastosowaniu termin nie oznacza diagnozy ani „chorej” ciekawości. Ważne jest też rozróżnienie między chęcią zobaczenia materiału a przyjemnością z jego oglądania. Sam wybór nie dowodzi zachwytu przedstawionym cierpieniem. Eksperymenty dotyczyły obrazów, więc nie wyjaśniają bezpośrednio całej atrakcyjności fabuły.
W opowieści o zamku można jednak rozpoznać podobne rozdzielenie: chcemy poznać los dawnego mieszkańca, choć podejrzewamy, że będzie tragiczny. Ciekawość dotyczy związku między wydarzeniami. Bez opowieści zamknięte drzwi są przeszkodą; z informacją o zaginionej osobie stają się możliwą odpowiedzią. Horror może więc proponować dostęp do czegoś, czego poznanie wydaje się ważne, nawet jeśli nie obiecuje miłego odkrycia.
To tłumaczenie ma też granicę. Nie każda tajemnica zachęca do dalszego kontaktu, a zainteresowanie jej rozwiązaniem nie oznacza zgody na dowolną drastyczność. Możemy chcieć poznać zakończenie i jednocześnie uznać, że sposób jego pokazania przekracza nasze preferencje. Ciekawość i gotowość do oglądania to dwa różne pytania.
Kiedy strachu robi się za dużo?
Gdyby o atrakcyjności horroru decydowała wyłącznie siła emocji, najlepszy byłby ten, który najbardziej nas przestraszył. Takie założenie trudno pogodzić z sytuacją, w której widz docenia pierwszą połowę filmu, a później ma dość. Przestaje go interesować rozwiązanie tajemnicy i chce już tylko zakończyć seans.
Marc Malmdorf Andersen i współautorzy badali 110 osób odwiedzających atrakcję typu „nawiedzony dom”. Uczestnicy nosili urządzenia mierzące tętno, byli nagrywani w wybranych momentach i opisywali swoje doświadczenia. W opublikowanych w 2020 roku wynikach zależność między deklarowanym strachem a przyjemnością przypominała odwrócone U: przyjemność była największa przy pośrednim nasileniu strachu, a mniejsza przy jego niskim i wysokim poziomie.
To argument przeciw prostemu „im straszniej, tym lepiej”, ale nie instrukcja wyliczania idealnej dawki grozy. Badano konkretną atrakcję i osoby, które zdecydowały się ją odwiedzić. Nie można automatycznie przenieść wyniku na wszystkich czytelników, widzów czy graczy. Zależność zaobserwowana w grupie nie oznacza też, że każdy człowiek ma tę samą granicę.
Różnice dotyczą również tego, po co wybieramy horror. Coltan Scrivner i współautorzy przeanalizowali odpowiedzi 256 amerykańskich fanów, a następnie 258 gości duńskiej atrakcji grozy. Wyodrębnili trzy profile: osoby ceniące bezpośrednią przyjemność i silne wrażenia, osoby podkreślające poczucie pokonania trudnego doświadczenia oraz osoby łączące oba rodzaje deklarowanych korzyści. To użyteczny opis różnorodności motywacji, nie podział całej ludzkości na trzy trwałe typy.
W praktyce warto też odróżnić intensywność od rodzaju bodźca. Ktoś może lubić długie oczekiwanie, a nie znosić nagłego, głośnego jumpscare’u. Inny odbiorca woli krótki przestrach od niepokoju utrzymywanego przez cały seans. W naszym przykładzie zamku te preferencje mogłyby rozstrzygać, czy ciekawsze będzie powolne poznawanie historii pomieszczeń, czy bezpośrednia konfrontacja z duchem. Nie ma powodu oceniać takiego wyboru jak sprawdzianu odwagi.
Granice wiedzy są równie ważne jak same wyniki. G. Neil Martin w przeglądzie badań nad odbiorem horrorów zwracał uwagę m.in. na małe próby, różnice w metodach i materiałach oraz niedostatek porównań między kulturami. Deklarowane przez uczestników poczucie satysfakcji czy rozwoju nie stanowi dowodu, że oglądanie horrorów leczy lęk. Z tych badań nie wynika zalecenie, aby zmuszać się do seansów, które nie sprawiają nam przyjemności.

Dlaczego wracamy do strasznych opowieści?
Po dobrej historii wracam myślami do jej atmosfery i znów czuję ekscytację. Nie chodzi mi wyłącznie o ulgę, że wszystko się skończyło. To osobista obserwacja, ale wskazuje na pytanie, którego nie rozstrzyga sam pomiar strachu podczas seansu: co właściwie chcemy przeżyć ponownie?
W przypadku opowieści o zamku powrót nie musi oznaczać oczekiwania na to samo zaskoczenie. Znamy już los bohatera, możemy więc zwrócić więcej uwagi na portret albo wcześniejszą rozmowę mieszkańców. Przy pierwszym odbiorze szczegół pozostawał niejasny; po zakończeniu wiemy, do czego się odnosił. Tajemnica zmienia się w możliwość prześledzenia konstrukcji historii. Taki powrót może dawać satysfakcję inną niż pierwsze spotkanie z tajemnicą.
Dobrym przykładem miejsca, jakie zajmuje samo opowiadanie, jest seria „Czy boisz się ciemności?” — znana z lat 90. telewizyjna antologia grozy dla młodszych odbiorców, której początki sięgają 1990 roku. Młodzi członkowie Midnight Society spotykają się przy ognisku, by przedstawiać kolejne historie. Serial wprost pokazuje sytuację, w której straszna opowieść jest powodem spotkania i czymś, na co się czeka.
Tę ramę można odczytać jako ważną część jego atrakcyjności. Ognisko i obecność słuchaczy wyznaczają znajome otoczenie, podczas gdy sama historia prowadzi do czegoś nieznanego. Kolejny odcinek pozwala wrócić do rozpoznawalnego rytuału, choć nie znamy jeszcze jego treści. Seria pokazuje więc, jak groza może łączyć oczekiwanie na nową tajemnicę z przyjemnością powrotu do czegoś znajomego. Nie trzeba przy tym zakładać, że każdemu młodemu widzowi odpowiada taki rodzaj rozrywki.
Fascynacja ma zresztą znacznie starsze literackie świadectwa. W wydanym w 1817 roku „Opactwie Northanger” Jane Austen, powieści komentującej modę na literaturę gotycką, bohaterki rozmawiają o lekturach i planują następne. British Library przywołuje ich zainteresowanie „Tajemnicami zamku Udolpho” Ann Radcliffe oraz listę kolejnych podobnych książek. Już w tym literackim obrazie zainteresowanie grozą prowadzi do rozmowy o lekturach i poszukiwania kolejnej historii.
Zestawienie tych przykładów pozwala zobaczyć ciągłość pewnej sytuacji: historia się kończy, ale zainteresowanie światem grozy pozostaje. Może prowadzić do następnej książki, rozmowy o zakończeniu albo powrotu do znanego odcinka. To, co dzieje się po odbiorze, jest częścią fascynacji równie wartą uwagi jak moment, w którym odwracamy wzrok od ekranu.
Źródło: Are You Afraid of the Dark? – WildBrain, YouTube.
Groza, do której chce się wracać
Pytanie „dlaczego lubimy horrory?” staje się ciekawsze, kiedy dopuszczamy, że wcale nie musimy lubić każdego sposobu straszenia. Można odrzucać nagłe ataki, a chętnie poznawać historię nawiedzonego miejsca. Można źle znosić drastyczność i nadal szukać opowieści, w których codzienny świat przestaje być oczywisty.
Stary zamek dobrze pokazuje, jak wiele mieści się w takiej fascynacji. Zamknięte drzwi budzą niepokój, lecz za nimi może znajdować się także dalszy ciąg historii, którą chcemy poznać. Powrót do tej przestrzeni nie musi służyć sprawdzaniu własnej wytrzymałości. Czasem po prostu chcemy jeszcze raz poczuć atmosferę miejsca, które podczas lektury wydawało się warte odkrywania — mimo że w rzeczywistości wolelibyśmy nocować gdzie indziej.
Piotrek, Prawdziwa Groza
ŹRÓDŁA
- Eduardo B. Andrade, Joel B. Cohen — On the Consumption of Negative Feelings — Journal of Consumer Research, 2007 Link: Otwórz materiał źródłowy
- Winfried Menninghaus i in. — The Distancing-Embracing model of the enjoyment of negative emotions in art reception — Behavioral and Brain Sciences, 2017 Link: Otwórz materiał źródłowy
- Suzanne Oosterwijk — Choosing the negative: A behavioral demonstration of morbid curiosity — PLOS ONE, 2017 Link: Otwórz materiał źródłowy
- Marc Malmdorf Andersen i in. — Playing With Fear: A Field Study in Recreational Horror — Psychological Science, 2020 Link: Otwórz materiał źródłowy
- Coltan Scrivner, Marc Andersen, Uffe Schjødt, Mathias Clasen — The Psychological Benefits of Scary Play in Three Types of Horror Fans — Journal of Media Psychology, 2023 Link: Otwórz materiał źródłowy
- G. Neil Martin — (Why) Do You Like Scary Movies? A Review of the Empirical Research on Psychological Responses to Horror Films — Frontiers in Psychology, 2019 Link: Otwórz materiał źródłowy
- Art of the Title — Are You Afraid of the Dark? (1990) — 2014 Link: Otwórz materiał źródłowy
- British Library — Jane Austen and the ‘very horrid’ Northanger Abbey — 2014 Link: Otwórz materiał źródłowy




