Pareidolia — dlaczego widzimy twarze tam, gdzie ich nie ma i czemu czasem nas przerażają?
W SKRÓCIE
- Pareidolia sprawia, że dostrzegamy twarze w przedmiotach, cieniach i przypadkowych układach kształtów, mimo że żadnej prawdziwej twarzy tam nie ma.
- System wzrokowy potrafi potraktować taki układ jak twarz bardzo szybko. W pewnych warunkach wystarczy kilka cech przypominających oczy i usta.
- Na iluzorycznych twarzach odczytujemy nie tylko samą „twarzowość”. Możemy przypisywać im spojrzenie i ekspresję, jakby obserwował nas żywy człowiek.
- Sama pareidolia nie musi straszyć. Groza zaczyna się wtedy, gdy obraz pozostaje niejednoznaczny i nie potrafimy rozstrzygnąć, czy widzimy przypadkowy wzór, czy rzeczywistą obecność.
Twarz utworzona przez reflektory i atrapę chłodnicy samochodu może wyglądać sympatycznie. Dwa ciemne punkty w oknie domu po drugiej stronie ulicy mogą mieć niemal identyczny układ, a jednak trudno reagować na nie w ten sam sposób.
W obu przypadkach widzimy coś, czego naprawdę tam nie ma. Mózg bierze fragmenty obrazu i układa je w najbardziej znajomy wzorzec. Zjawisko to nazywamy pareidolią, a jej najbardziej charakterystyczną odmianą jest właśnie dostrzeganie ludzkich twarzy w przedmiotach, plamach, cieniach czy przypadkowych strukturach.
Samo wyjaśnienie, że człowiek jest szczególnie wyczulony na twarze, zostawia jednak najciekawsze pytanie bez odpowiedzi. Dlaczego jedna nieistniejąca twarz nas bawi, a inna sprawia, że przez chwilę naprawdę zastanawiamy się, czy ktoś na nas patrzy?
Pareidolia twarzy — jak mało wystarcza, żeby kogoś zobaczyć?
Twarz wydaje się czymś niezwykle skomplikowanym. Ma oczy, nos, usta, określone proporcje i setki drobnych cech, dzięki którym potrafimy odróżnić znajomą osobę od kogoś obcego. Paradoks polega na tym, że do samego wykrycia twarzy nie zawsze potrzebujemy aż tylu informacji.
Czasem wystarczą dwa elementy przypominające oczy i trzeci znajdujący się niżej. Otwory w budynku, reflektory samochodu, uchwyty szafki albo plamy na ścianie nagle zaczynają tworzyć układ, którego trudno już nie widzieć jako twarzy.
To nie jest wyłącznie zabawa wyobraźni. W badaniu Jianganga Liu i współpracowników uczestnikom pokazywano obrazy złożone z czystego szumu wizualnego. Badani byli przekonani, że w części z nich ukryto twarze, choć w rzeczywistości ich tam nie było. Mimo to zgłaszali ich dostrzeżenie. Aktywność obszarów związanych z przetwarzaniem twarzy różniła się wtedy od sytuacji, gdy w tym samym szumie „odnajdywali” litery. Innymi słowy: gdy człowiek widzi nieistniejącą twarz, jego system percepcyjny nie traktuje jej wyłącznie jak dowolnego przypadkowego kształtu.
Jeszcze ciekawsze wyniki przyniosło badanie Susan Wardle i jej zespołu. Naukowcy wykorzystali obrazowanie mózgu i pomiary bardzo szybkich zmian jego aktywności, aby sprawdzić, kiedy obiekty przypominające twarze zaczynają być przetwarzane inaczej niż zwykłe przedmioty. Wyniki wskazują, że pareidoliczne twarze mogą początkowo trafiać do szeroko dostrojonego mechanizmu wykrywania twarzy, który stawia czułość ponad selektywnością.
To rozróżnienie jest ważne. System nastawiony przede wszystkim na czułość może reagować również wtedy, gdy sygnał jest niepełny. Ceną jest możliwość pomyłki. Dlatego łatwiej zobaczyć twarz tam, gdzie jej nie ma, niż oczekiwać, że każdy potencjalny sygnał przejdzie wcześniej dokładną kontrolę.
Nie oznacza to oczywiście, że człowiek bez przerwy widzi ludzi w przypadkowych plamach. Większość obiektów pozostaje zwykłymi obiektami. Gdy jednak układ cech przekroczy pewien próg podobieństwa, rozpoznanie może pojawić się zaskakująco łatwo. I właśnie dlatego pareidolia tak dobrze nadaje się do grozy. Twórca nie musi jeszcze niczego pokazywać. Wystarczy, że pozostawi wystarczająco dużo cech, aby pojawiło się podejrzenie twarzy.

Źródło: Harvard University Library / Wikimedia Commons. Public domain.
Sama twarz jeszcze nie straszy
Wyjaśnienie pareidolii nie wyjaśnia jeszcze strachu. Gdy fasada domu wygląda jak zdziwiona twarz albo gniazdko elektryczne przypomina małą postać z otwartymi ustami, reakcją częściej będzie rozbawienie niż niepokój. Internet jest pełen podobnych zdjęć właśnie dlatego, że błąd percepcji potrafi być zabawny. To ważne, ponieważ łatwo byłoby wykonać zbyt szybki skrót: skoro mózg automatycznie szuka twarzy, a twarze są ważnymi sygnałami społecznymi, pareidolia musi wzbudzać lęk. Nie musi.
Badania nad pareidolicznymi twarzami pokazują wręcz, że ludzie potrafią przypisywać im bardzo różne ekspresje. Obiekt może wyglądać na zadowolony, zły albo smutny, mimo że jego „usta” są szczeliną w metalu, a „oczy” dwiema śrubami. David Alais i współpracownicy wykazali, że oceny ekspresji takich iluzorycznych twarzy są dość spójne między obserwatorami. Co więcej, przetwarzanie ekspresji pareidolicznych i prawdziwych twarzy częściowo korzysta z podobnych mechanizmów percepcyjnych.
Pareidolia daje więc coś więcej niż prostą informację: „to przypomina człowieka”. Może nadać przedmiotowi coś, co wygląda jak stan. Czajnik może wydawać się zdziwiony. Samochód — agresywny. Otwory w starej szafie mogą stworzyć twarz, która wygląda tak, jakby się uśmiechała.
I dopiero tutaj pojawia się pierwsza część odpowiedzi na pytanie o grozę. W zależności od układu cech, miejsca i sytuacji ta sama skłonność do rozpoznawania twarzy może prowadzić do zupełnie innego doświadczenia. To, że widzimy twarz, jest początkiem procesu. Znaczenie tej twarzy powstaje później.
Kiedy przedmiot zaczyna na nas patrzeć
W twarzy szczególne znaczenie mają oczy. Nie tylko pomagają rozpoznać człowieka. Mówią też coś o jego uwadze. Ktoś patrzy na nas, obok nas albo w stronę czegoś znajdującego się za naszymi plecami. To sygnał społeczny, który potrafi natychmiast zmienić znaczenie sytuacji. Co ciekawe, podobny mechanizm może uruchomić się również wtedy, gdy żadnego człowieka przed nami nie ma.
Badania nad pareidolią wykazały, że obiekty przypominające twarze mogą wywoływać procesy związane z odczytywaniem kierunku spojrzenia. Colin Palmer i Colin Clifford pokazali, że długotrwałe oglądanie pareidolicznych twarzy o określonym „kierunku uwagi” wpływało później na sposób oceniania spojrzenia prawdziwych ludzi. Autorzy potraktowali to jako dowód, że iluzoryczne i rzeczywiste twarze częściowo angażują wspólne mechanizmy przetwarzania społecznej uwagi.
Inny eksperyment wykazał, że „spojrzenie” obiektu przypominającego twarz może kierować uwagę obserwatora w przestrzeni. Efekt zanikał, gdy badani przestawali postrzegać obiekt jako twarz. Jeszcze inne badania wskazują, że pareidoliczne twarze potrafią otrzymać wysoki priorytet uwagowy, porównywalny w określonych zadaniach nawet z prawdziwymi ludzkimi twarzami.
To zmienia charakter zjawiska. Twarz na ścianie nie musi pozostać statycznym wzorem. Kiedy zaczynamy odczytywać z niej kierunek spojrzenia i ekspresję, przedmiot zyskuje coś przypominającego obecność. Dwie plamy przestają być tylko dwiema plamami. Zaczynają wyglądać jak oczy. A oczy mogą wyglądać tak, jakby były skierowane właśnie na nas.

Strach zaczyna się tam, gdzie obraz nie daje odpowiedzi
W jasnym pokoju łatwo sprawdzić pomyłkę. Podchodzimy bliżej i nagle „oczy” okazują się dwoma śrubami, a „usta” szczeliną wentylacyjną. Niepewność znika. Groza potrzebuje czegoś przeciwnego. Musi utrzymać nas wystarczająco długo w sytuacji, w której widzimy sygnał, ale nie możemy go zweryfikować.
Dlatego tak dobrze współpracują ze sobą pareidolia, półmrok, daleka perspektywa, mgła, ziarno obrazu czy przedmiot widoczny jedynie przez fragment sekundy. Każdy z tych elementów ogranicza ilość dostępnych informacji. Wzór może już wyglądać jak twarz, ale obraz nie pozwala sprawdzić, czy rzeczywiście nią jest.
Sama niejednoznaczność również nie musi oznaczać strachu. Znaczenie ma kontekst. W badaniu dotyczącym prawdziwych, celowo niejednoznacznych ekspresji twarzy uczestnicy oglądali słabo zaznaczone emocje w warunkach bezpieczeństwa albo oczekiwania możliwego porażenia prądem. Kontekst zagrożenia przesuwał sposób rozpoznawania niejednoznacznych ekspresji w stronę strachu. Badanie nie dotyczyło pareidolii, dlatego nie można z niego wyciągnąć wniosku, że zagrożenie automatycznie powoduje widzenie nieistniejących twarzy. Pokazuje jednak coś istotnego: kiedy sygnał jest niejednoznaczny, sytuacja, w której go widzimy, wpływa na jego interpretację.
To tłumaczy różnicę między twarzą na samochodzie i twarzą w ciemnym oknie bez konieczności przypisywania pareidolii specjalnej funkcji „straszenia”. W pierwszej sytuacji niemal od razu znamy prawdziwe źródło obrazu. W drugiej pojawia się pytanie: a jeśli tym razem to nie jest pomyłka?
Horror może dodatkowo kontrolować odpowiedź. Nie pokazuje obiektu wystarczająco wyraźnie, aby odbiorca mógł zakończyć proces rozpoznawania. Zostawia go pomiędzy dwiema interpretacjami: przypadkowym wzorem i czyjąś obecnością.
Podobny mechanizm pojawia się szerzej w lęku przed tym, czego nie widzimy. Brak informacji sam w sobie nie tworzy jeszcze konkretnego zagrożenia, ale utrudnia jego ocenę i przewidywanie. W przypadku pareidolii sytuacja staje się szczególna, bo informacja już się pojawiła — zobaczyliśmy coś przypominającego człowieka — ale nadal nie wiemy, czy możemy jej ufać.
Groza nie potrzebuje więc pełnej twarzy. Czasem lepiej działa taka, której nie jesteśmy jeszcze pewni.
Jak groza wykorzystuje twarze, których nie powinno tam być
Badania pozwalają wyjaśnić, dlaczego przypadkowy układ elementów może zostać potraktowany przez percepcję jak twarz. Dzieła grozy pokazują drugi etap: jak świadomie wykorzystać tę właściwość odbiorcy. Nie zawsze robią to w ten sam sposób. Czasem twarz zostaje zaszyta w scenografii. Czasem obraz jest tak nieczytelny, że widz sam zaczyna jej szukać. Innym razem zwykły materiał przestaje wyglądać jak przedmiot i zaczyna przypominać coś żywego.
The Haunting of Hill House — dom zaczyna patrzeć
The Haunting of Hill House to serial Mike’a Flanagana z 2018 roku, luźno oparty na powieści Shirley Jackson. Dom należący do centrum opowieści nie jest jedynie miejscem wydarzeń. Sposób jego zaprojektowania ma sprawiać wrażenie, że przestrzeń sama obserwuje bohaterów.
Producent Dan Kaplow opowiadał, że twarze umieszczano w elementach wnętrza: tapetach, klamkach i innych fragmentach scenografii. W jego opisie powtarza się dokładnie ten efekt, który interesuje nas przy pareidolii: można mieć wrażenie, że te twarze poruszają się i patrzą.
To jeszcze nie wszystko. Ekipa ukrywała w scenach dziesiątki prawdziwych duchów. Postacie mogły stać w rogu pomieszczenia, za drzewem, w oknie albo pojawiać się w odbiciu. Kamera często nie podkreślała ich obecności. Kaplow mówił o około 70–80 takich ukrytych figurach. Powstaje dzięki temu interesująca pułapka percepcyjna.
Najpierw serial uczy widza, że sam dom produkuje fałszywe twarze. Wzór na ścianie może wyglądać jak oczy, ale nadal pozostaje wzorem. Klamka może przypominać twarz, ale jest klamką. Jednocześnie gdzieś obok naprawdę może stać człowiek — albo duch.
Pareidolia i rzeczywista obecność zaczynają więc korzystać z tej samej przestrzeni. Widz nie może przyjąć prostej reguły „to tylko moja wyobraźnia”, bo serial co jakiś czas udowadnia, że właśnie tam, gdzie można było ją zastosować, tym razem naprawdę ktoś był. Najmocniejsza nie jest więc sama ukryta postać. Najmocniejsza jest utrata bezpiecznego sposobu rozstrzygania tego, co widzimy.
Skinamarink — czy w tej ciemności naprawdę coś jest?
Skinamarink Kyle’a Edwarda Balla z 2022 roku wykorzystuje niemal przeciwną strategię. Zamiast mnożyć konkretne szczegóły, odbiera widzowi informacje.
Duża część filmu rozgrywa się w skrajnie ciemnych pomieszczeniach. Kamera często patrzy na fragment ściany, sufit, drzwi albo niemal pusty kąt. Silne ziarno obrazu dodatkowo rozbija szczegóły. Przez długi czas nie dostajemy wyraźnego obiektu, na którym można zatrzymać wzrok.
W rozmowie z RogerEbert.com Ball przyznał, że zależało mu na sytuacji, w której podczas długiego patrzenia w ciemność umysł widza zacznie sam dopowiadać szczegóły. Po premierze ludzie mówili mu, że dostrzegali w ziarnie obrazu rzeczy, których prawdopodobnie wcale tam nie było.
Film tworzy więc idealne warunki dla błędów percepcyjnych. Obraz zawiera wystarczająco wiele drobnych zmian jasności i kształtu, aby można było rozpocząć poszukiwanie wzorca, ale za mało informacji, aby łatwo go zweryfikować. Ball dodaje do tego jeden szczegół, który doskonale pokazuje, dlaczego podobna technika może być tak skuteczna. Reżyser potwierdził, że istnieje w filmie ujęcie, w którym w ciemności naprawdę stoi człowiek. Nie powiedział jednak które.
Od tego momentu każda ciemna przestrzeń otrzymuje podwójne znaczenie. Możemy widzieć coś, czego nie ma. Ale możemy również uznać rzeczywistą postać za kolejny przypadkowy układ szumu. Skinamarink nie zmusza więc widza jedynie do szukania potwora. Zmusza go do ciągłego podejmowania decyzji, czy temu, co właśnie zobaczył, można ufać.
M.R. James — zmięta tkanina dostaje twarz
Mechanizm nie potrzebuje filmu ani cyfrowego szumu. M.R. James pokazał jego literacką wersję już w opowiadaniu Oh, Whistle, and I’ll Come to You, My Lad, opublikowanym na początku XX wieku w zbiorze Ghost Stories of an Antiquary.
Bohater, profesor Parkins, spotyka w hotelowym pokoju postać zbudowaną jakby z pościeli. Przez pewien czas nie widzi dokładnie jej twarzy. Dopiero gdy figura wychodzi z cienia, pojawia się jeden z najbardziej charakterystycznych obrazów w opowiadaniu: twarz utworzona ze zmiętego lnu.
To nie jest pareidolia w laboratoryjnym znaczeniu. W świecie opowiadania mamy do czynienia z rzeczywistym zjawiskiem nadprzyrodzonym, a nie błędnym rozpoznaniem przypadkowego przedmiotu. James wykorzystuje jednak dokładnie tę granicę, która interesuje nas w pareidolii.
Pościel jest jednym z najbardziej zwyczajnych przedmiotów w pokoju. Jej fałdy mogą układać się w przypadkowe kształty. W opowiadaniu zostaje przekroczony moment, po którym materiał nie wygląda już jak materiał. Dostaje postać, ruch i w końcu twarz.
Co ważne, James nie potrzebuje dokładnego portretu stworzenia. Najmocniejszy szczegół jest właśnie niepełny: narrator wie, że Parkins dostrzegł na tej twarzy jakąś ekspresję, ale nie potrafi albo nie chce jej opisać. Zostaje więc coś znajomego i jednocześnie trudnego do sklasyfikowania. I ten obszar pomiędzy dwiema interpretacjami okazuje się wspólny dla literackiego widma Jamesa, scenografii Hill House i ciemności Skinamarink.
Dlaczego groza działa najlepiej, zanim zobaczymy twarz wyraźnie
Pareidolia jest użyteczna dla grozy tylko przez pewien czas. Jeżeli podejdziemy do ściany i zobaczymy dwie śruby oraz pęknięcie tynku, zagadka zostaje rozwiązana. Twarz znika, choć nadal możemy pamiętać, jak wyglądała z daleka.
Jeżeli zamiast tego zobaczymy wyraźnego człowieka, również opuszczamy obszar pareidolii. Wiemy już, co znajduje się przed nami. Zagrożenie może stać się większe, ale zmienia charakter. Najciekawszy moment znajduje się pomiędzy. Widz otrzymał już sygnał wystarczająco silny, aby rozpoznać twarz, ale jeszcze zbyt słaby, aby rozpoznać jej źródło. Dostaje informację bez pewności.
To tłumaczy, dlaczego twórcy tak często pozostawiają potencjalną twarz na obrzeżu kadru, w cieniu, za szybą albo w strukturze przedmiotu. Pełne pokazanie jej niekoniecznie zwiększa napięcie. Może je wręcz rozładować, ponieważ odbiorca przechodzi od pytania „co ja właściwie widzę?” do znacznie prostszego „co to jest?”.
Pareidolia jest szczególnym przypadkiem szerszej zasady grozy: brak pełnej informacji pozwala odbiorcy uczestniczyć w budowaniu zagrożenia. Tutaj udział widza jest jednak wyjątkowo dosłowny. To jego własny system percepcyjny dostarcza twarz. Twórca potrzebuje jedynie przygotować wystarczająco niejednoznaczny materiał.
Dlatego Hill House może schować prawdziwego ducha obok wzoru przypominającego twarz, a Skinamarink pozostawić widza na kilkadziesiąt sekund przed prawie czarnym kadrem. Odbiorca nie jest bierny. Patrzy, sprawdza, poprawia pierwszą interpretację i ponownie szuka. Każde kolejne spojrzenie może przynieść uspokojenie. Albo wykryć kolejne oczy.

Najgorsza twarz to ta, której nie jesteśmy pewni
Pareidolia pokazuje, jak niewiele potrzeba, aby zwykły przedmiot zaczął wyglądać jak człowiek. Groza wykorzystuje jednak nie sam błąd rozpoznania, lecz jego konsekwencje.
Twarz przyciąga uwagę. Może otrzymać ekspresję. Jej „oczy” mogą wydawać się skierowane w określoną stronę. Martwy przedmiot zaczyna wyglądać tak, jakby coś wiedział, czuł albo obserwował. W jasnym świetle zwykle szybko odzyskujemy pewność. Wystarczy zobaczyć obiekt dokładniej.
Horror robi wszystko, aby ten moment opóźnić. Ukrywa szczegóły, zostawia część kadru w cieniu, wykorzystuje ziarno, wzory i przypadkowe kształty. Czasami dodatkowo uczy odbiorcę, że pośród fałszywych alarmów może znajdować się coś prawdziwego. Wtedy pytanie przestaje brzmieć: „dlaczego widzę tam twarz?”. Znacznie ważniejsze staje się inne: czy naprawdę mogę być pewien, że jej tam nie ma?
Piotrek, Prawdziwa Groza
ŹRÓDŁA
- Liu, Jiangang i in. — Seeing Jesus in toast: Neural and behavioral correlates of face pareidolia — Cortex, 2014. PubMed
- Wardle, Susan G.; Taubert, Jessica; Teichmann, Lina; Baker, Chris I. — Rapid and dynamic processing of face pareidolia in the human brain — Nature Communications, 2020. Nature Communications
- Alais, David; Xu, Yiben; Wardle, Susan G.; Taubert, Jessica — A shared mechanism for facial expression in human faces and face pareidolia — Proceedings of the Royal Society B, 2021.
Pełna publikacja w PMC - Palmer, Colin J.; Clifford, Colin W. G. — Face Pareidolia Recruits Mechanisms for Detecting Human Social Attention — Psychological Science, 2020. PubMed
- Jakobsen, Krisztina V.; Hunter, Brianna K.; Simpson, Elizabeth A. — Pareidolic faces receive prioritized attention in the dot-probe task — Attention, Perception, & Psychophysics, 2023.
PubMed - Contextual information resolves uncertainty about ambiguous facial emotions: Behavioral and magnetoencephalographic correlates — NeuroImage, 2020. PubMed
- Gray, Ellen — The Haunting of Hill House: How a producer from Philly helped build Netflix’s scary family drama — The Philadelphia Inquirer, 2018. The Philadelphia Inquirer
- Allen, Nick — The Internet Has Been My Co-Director: Kyle Edward Ball on Skinamarink — RogerEbert.com. RogerEbert.com
- James, M.R. — Oh, Whistle, and I’ll Come to You, My Lad — w: Ghost Stories of an Antiquary.
Project Gutenberg




